Jesteśmy w Aleksandrii. Jutro przemieścimy się już do Minja w środkowym Egipcie. Ostatnie dni obfitowały w wiele ciekawych wydarzeń. Całą środę spędziliśmy w tzw. Kairze muzułmańskim. Natknęliśmy się na bardzo sprytnego naciągacza i fałszerza historii w jednym. Długo by opowiadać, w każdym razie dość skutecznie udało się mu nam wmówić, iż meczet do którego nas zaprowadził do tzw. meczet błękitny. Po pewnym czasie okazało się, gdy kontynuowaliśmy spacer już bez niego, że dopiero ten następny był faktycznie Błękitnym, a wstęp do niego jest całkowicie bezpłatny w przeciwieństwie do tego pierwszego
To tylko przestroga dla podróżnych z Polski.
W autobusie do Aleksandrii firmy West Delta otrzymaliśmy bardzo miły poczęstunek. Niestety okazało się, ze kosztuje i to równowartość ceny biletu. Czasami można odnieść wrażenie, ze każdy czai się na nasze pieniądze, a formuła z serialu “Z archiwum X” – “trust no one” jest tu jak najbardziej na miejscu. Tak czy owak Aleksandria zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. W porównaniu z Kairem panuje tutaj błogi spokój i cisza. Dodatkowo mamy fantastyczny widok z okna i balkonu “hotelu” – na morze i fort Qaitbeja. Żyć nie umierać! I jest oczywiście baaardzo ciepło. Dziś nawet trochę popadało deszczu i niebo było zupełnie zachmurzone. Trudno się oddycha w takiej duchocie!
A co udało się nam zobaczyć? Dużo. Przede wszystkim Kom el-Dikka gdzie od kilkudziesięciu lat prowadzą prace Polacy z dr Majcherkiem na czele. Niestety nie udało się zaaranżować spotkania, gdyż pan doktor miał w tym dniach wykład w Kairze. Ale jak się mówi, nie ma przypadków i dziś przy wejściu do kafejki internetowej spotkaliśmy dwójkę archeologów z Polski pracujących na Kom el – Dikka.
Piękna jest architektura miasta, przywodząca na myśl początki ubiegłego wieku. Czas jakby sie zatrzymał. Niestety pora opuszczać to miasto. Jedziemy na południe. W Luksorze gdzie pojawimy się za kilkanaście dni jest ponoć 35 stopni! Jest to mimo wszystko lepsza perspektywa niż sroga polska zima.
A teraz z zupełnie innej beczki: Zgodnie z obietnica, zamieszczamy dokładny opis pysznych deserów, które umilają nam czas wolny od zwiedzania. Należałoby zacząć od typowego lokalnego przysmaku jakim jest mahalabija, czyli pudding ryżowy z wiórkami kokosowymi lub orzeszkami. Może być ów deser podawany na ciepło bądź zimno, rzecz gustu. Przygotowanie owego deseru nie jest wcale takie trudne, można zamówić mahalabije w prawie każdym lokalu z branży gastronomicznej, kupić gotowy pudding w proszku bądź wykonać go samemu. Wystarczy użyć 3 szklanek zimnego mleka, szklanki ryżu i dodatków w postaci wiórków kokosowych bądź orzeszków. Aby deser miał bardziej kokosowy smak, można użyć jednej szklanki mleczka kokosowego, będzie wtedy bardziej aromatyczny.











