9 – 12 .02.2005
W Luksorze stanowczo się zasiedzieliśmy. Spędziliśmy w tym pięknym mieście w sumie dziewięć dni. Luksor jest doskonałą bazą wypadową do Abydos i Dendery. Z braku czasu udało się nam dojechać jedynie do tego pierwszego miejsca. Jako, że taksówka okazała się stanowczo za droga, wybraliśmy się tam koleją. Niestety do Abydos nie dojeżdża bezpośrednio pociąg – z pobliskiego miasta Baljana należy wziąć taksówkę. Krótko rzecz biorąc – turysta MUSI wynająć taksówkę! Panują tutaj podobne zwyczaje co w Minja. Przyjezdni są wychwytywani na dworcu przez tajniaków i kierowani w jedno miejsce. Wpakowano nas do częściowo wypełnionego pojazdu przez turystów z Rosji i jednego obywatela Wielkiej Brytanii. Miejsca było naprawdę mało. Piszący te słowa znalazł się miedzy kierowca a policjantem na przednim siedzeniu, tak że taksówkarz miał poważne problemy ze zmienianiem biegów i manewrowaniem kierownica. Cóż, przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo turysty
.
Po przejechaniu kilku posterunków kontrolnych i po standardowych pytaniach mundurowych – where are you from, etc. dojechaliśmy pod świątynię Setiego I Tu należy wspomnieć, że policjanci maja poważne problemy ze zrozumieniem obcokrajowców. Rosjanka aby ułatwić identyfikacje swej ojczyzny, zaczęła radośnie wykrzykiwać “kałasznikow, kałasznikow”, celując swój palec na karabin mundurowego. Na jego twarzy widać było spora konsternacje, ale w samochodzie wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Polecamy wszystkim zainteresowanym starożytnym Egiptem wizytę w tej świątyni! Jest świetnie zachowana, poza tym turystów w zasadzie nie ma. Smutnie wyglądają niektóre ściany na których wyhodowała się pleśń. Trochę irytujący są tutaj wartownicy uzbrojeni w karabiny maszynowe. Jest ich cała masa na każdym rogu świątyni. Wejście na teren Ozyrejonu spotyka się z ich obawami i podejrzliwością. Jednak warto! Miejsce to przywodzi na myśl potężną Dolną Świątynie Chefrena z płaskowyżu Giza. Należy tylko uważać na stojącą miedzy ścieżkami wodę o konsystencji zielonkowatego szamba. Nie polecamy ludziom o wyczulonym węchu! Oprócz tego próbowaliśmy dostać się w głąb Abydos aż do cmentarza wczesnodynastycznego, co niestety nie udało się. Z ust naszych “aniołów stróżów” z kałasznikowami usłyszeliśmy magiczne słowo – tasriha, czyli przepustka archeologiczna. Bez niej nie można nawet pomarzyć o wejściu na ten obszar. Za sukces uznaliśmy spacer do świątyni Ramzesa II. Towarzyszył nam tajniak, który zaskoczył nas swoją wiedzą egiptologiczną, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podroż powrotna do Luksoru była dość ciekawa, bowiem para Rosjan wracała tym samym pociągiem. Kobieta mówiła w zasadzie non-stop, co po ciężkim dniu było dość męczące. Dzielnie dotrwaliśmy do naszej stacji i nazajutrz ruszyliśmy o poranku do Asuanu.
Aby być w zgodzie z prawda o poranku wybraliśmy się na dworzec autobusowy, skąd co godzinę miały odjeżdżać autokary do Asuanu. Okazało się jednak, ze tak pięknie nie jest. Pojazd miał być na dworcu dopiero o 15. Przybył, jak można było się spodziewać, z drobnym, ponad godzinnym opóźnieniem. Autokar należał do znanej już nam firmy Upper Egypt Travel (takim samym dotarliśmy do Minja). Standard był bardzo zbliżony. Przede wszystkim śmierdziało, po drugie śmieci walały się po całym autobusie i siedzenia były w opłakanym stanie. Klimatyzacja owszem w pojeździe była, ale nie została uruchomiona
W konsekwencji po czterogodzinnej, w dalekiej od komfortowych warunków jeździe, ujrzeliśmy Asuan. Ucieszyło nas przede wszystkim to, ze w nocy powietrze nadal było przyjemnie ciepłe. Na drugi dzień część z nas wybrała się na malowniczo położoną Elefantynę, gdzie… odkryliśmy piramidę z okresu III dynastii. Ale szczegóły na ten temat ukażą się już w następnej relacji!











