25.12.2010
„<Podróże polecają: Egipt> (nr 2 2010) – oddzielna publikacja opracowana przez redakcję „Podróży”, to zwięzły przewodnik po największych atrakcjach kraju faraonów. Redakcja dokładnie przygląda się dwóm egipskim riwierom Morza Śródziemnego i Czerwonego. Podpowiada, gdzie wypocząć, nurkować, albo popływać na kitesurfingu” – informuje wydawca – Murator.
Jako, że cena gazetki to jedyne 2,9 PLN postanowiłem rzecz nabyć i przeczytać od deski do deski. Na pięćdziesięciu stronach jest mnóstwo kolorowych zdjęć i garść informacji praktycznych. Kilka kartek zajmują reklamy biur podróży. Myślę, że wydawnictwo skierowane jest wyłącznie do osób, które nigdy nie były w Egipcie, resztę raczej znudzi, chyba że kogoś interesują odpowiednie miejsca do gry w golfa lub… spa! Te rozdziały chętnie przeczytałem, ale nie wypowiem się o nich, bo nie jestem w tych materiach specjalistą.
Łatwo wyłapać kto jest targetem wydawnictwa. Rodziny. Szczególnie widoczne jest to w tekście „Dwa odcienie błękitu” – w części „Egipt dla najmłodszych” kilkukrotnie (s. 9-10) napisane jest, że możemy pozostawić dzieci pod okiem wykwalifikowanego opiekuna w Hurghadzie a samemu udać na nurkowanie. Nikt już w to nie zwątpi, jak przeczyta to samo po raz trzeci.
Pod względem merytorycznym teksty są w porządku, nie ma większych wpadek w tematyce historycznej. Jednak osoby, które mają jakiekolwiek pojęcie o starożytnym Egipcie znużone będą czytanymi powtórnie historyjkami o tym, że Wielką Piramidę wybudowało 100 tys. ludzi przez 20 lat. W tej materii i innych egiptologia poszła do przodu i można by coś nowego napisać a nie powtarzać w kółko utarte hasła. Za dziwaczną wpadkę uważam wzmiankę o „węglowych domach” pochodzących sprzed 13 tys. lat znalezionych w oazie Dachla. Nie mam pojęcia co autor miał na myśli i jakie badania opisuje – nie znam tak wczesnych domów z tego miejsca. A forma – „węglowe” dodaje wątpliwości.
Szokujące jest, że o polskich archeologach wspomniane jest tylko w kontekście Aleksandrii (nic o świątyni Hatszepsut czy Abu Simbel) na str. 22. Dowiadujemy się, że to przede wszystkim nasi archeolodzy odkopują starożytną Aleksandrię. To chyba drobna przesada. Zastanawia, iż nie napisano w tym kontekście o odkryciu starożytnej akademii a tylko o „rzymskim odeonie – teatrze muzycznym”.
Najgorzej wypadają dane praktyczne. W zasadzie pomyłek jest sporo. Wymienię kilka. Zdjęcia – na str. 27 na dole to nie Bagawat a Szali w Siwa. Jak już o Bagawat to zdaniem autorki jest ono zlokalizowane 100 km na północ od Chargi podczas gdy tak naprawdę miejsce to jest na terenie oazy Charga, niedaleko głównego miasta oazy. Doszedłem razu pewnego piechotą. Więc 100 km to gruba przesada… Koszmarne są porady jak dolecieć do Egiptu. Czarter to wg informacji na str. 46 koszt 2000 PLN, a lot rejsowy – 1000 PLN. Nawet jeśli odwrócić dane to i tak nie będą zgodne z prawdą. Lot rejsowy – np. LOT to koszt od 1150 PLN, ale większość przewoźników za ok. 1500-1700 PLN. Czarter można trafić tańszy niż 1000 PLN. Rozbawiła mnie odmiana słowo „piastr”, czyli „grosza” egipskiego – „piasters”, a nie po prostu „piastr”. Zupełnym zaskoczeniem była informacja o taksówkach w Kairze (str. 46) – najbardziej popularne są ponoć żółte! – a nie czarne i białe jak jest w rzeczywistości. Zupełnie nietrafione są też ceny biletów kolejowych – obecne są 2 razy droższe. Poza tym zniżka ISIC od kilku lat nie działa, ale napisano, że obowiązuje…
We wszystkich tekstach utrzymany jest nastrój wesołego optymizmu. I tak na str. 35 napisane jest, że „drogi łączą wszystkie oazy, a autobusy kursują dość często”. Jeśli tak to proszę spróbować dojechać z oazy Siwa do Bahariji w ten sposób. Droga jest ale częściowo zasypana piachem i dojechać można tylko dżipem.
Podsumowując – ładnie wydana, optymistyczna gazetka dla bogatych rodzin (golf, spa) planujących wyjazd do Egiptu. Jest kilka ciekawych zdjęć i trochę informacji, ale te podane są w bardzo lekki sposób i przystępny dla absolutnie wszystkich. I jeszcze jedno – tak - z pewnością każdy kto sięgnie po opisywane wydawnictwo dowie się, gdzie ponurkować i popływać na kitesurfingu…
Szymon Zdziebłowski












