W lipcu ukazała się w zasadzie jedyna dłuższa recenzja mojego przewodnika po Egipcie, jak dotąd opublikowana w Internecie. Znalazła się na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Podróżników – LINK, a jej autorem jest Cezary Rudziński.
Recenzja jest rzeczowa i konkretna. Przede wszystkim cieszę się, że autor określił moją publikację, jako dobrą i zawierającą „mnóstwo rzetelnych, aktualnych i kompetentnie przedstawionych informacji.” Jest też kilka zarzutów, do których chciałbym się odnieść.
Przede wszystkim – pojawia się sformułowanie, że książka skierowana jest do turysty indywidualnego, podróżującego bez biura podróży. I jest to częściowo prawda – ale jak np. pominąć w opisie świątyni (skierowanym do wszystkich) sposób dotarcia do niej, godziny otwarcia itp.? Nie skupiałem się na opisie kurortów – Szarm i Hurghada, bo turyści i tak najczęściej spędzają czas na terenie hotelu, basenu lub na plaży. Z mojego punktu widzenia miejscowości te nie są atrakcyjne turystycznie – są nowe i nie ma co w nich oglądać. Jest plaża i dobra zabawa na imprezie wieczorową porą. Natomiast osoba, która mimo wszystko, spędzając czas tylko w np. Hurghadzie zajrzy do książki też znajdzie mnóstwo cennych informacji – o kulturze egipskiej, transporcie publicznym, obyczajach, zagrożeniach, klimacie, przyrodzie, historii – ta część przewodnika zajmuje ponad 100 stron! Przyjąłem, że osoba, która wybierze się na wycieczkę fakultatywną z pewnością będzie zadowolona z treści przewodnika.
Recenzent zdziwił się moim wyborem przy propozycjach tras – np. „Kair w trzy dni”, gdzie pominąłem piramidy. Cóż, jest to mój subiektywny wybór, ale w opisie Kairu szczegółowo podałem, że można autobusem miejskim dojechać do piramid. Założyłem, że kieruję przewodnik do osób które chcą zobaczyć Egipt z nieco innego punktu widzenia. Dlatego w sugestii trasy „Kair w trzy dni” zasugerowałem obejrzenie fascynującego śródmieścia, Heliopolis oraz część średniowieczną.
Cieszy mnie, że recenzent docenił moje uwagi o Polakach w Egipcie – poświęciłem im cały rozdział. O rodakach wspominam też w różnych momentach w tekście – w ramkach czy w kontekście, najczęściej, odkryć archeologicznych.
Dalej Pan Rudziński zauważa, że pominąłem temat zakupów i sugestii, gdzie co warto nabyć. Owszem, nie ma oddzielnego rozdziału dotyczącego zakupów, ale wnikliwy Czytelnik znajdzie takie sugestie w opisach poszczególnych miast. Przykładowo w Asuanie (str. 263). „Na suku warto kupić przyprawy i instrumenty muzyczne sprowadzane z Sudanu. Powodzeniem wśród turystów cieszą się też kolorowe nubijskie czapeczki i suszony hibiskus (zwany po arabsku karkade) (…)”
Pan Rudziński twierdzi, że pominąłem w opisie dorobku prof. Kazimierza Michałowskiego informację o tym, że kierował akcją przenosin Abu Simbel w związku z budową Wielkiej Tamy Asuańskiej. W rozdziale odnoszącym się do Polaków w Egipcie ten aspekt działalności Profesora pominąłem. Ale opisałem go dalej i szerzej w ramce (str. 284), w miejscu gdzie opisuję Abu Simbel.
Recenzent polemizuje z moim określeniem, że Karnak jest największym zespołem świątynnym wzniesionym przez człowieka. Zauważa, że azteckie Teotihuacan zajmuje zdecydowanie większy obszar – tyle że w tym przypadku podaje on rozmiar miasta, a nie strefy jaką zajmowały świątynie. Myślę, że podobnie jest w przypadku przytoczonego przez niego Angkor. Ale nie ma o co kruszyć kopii. Określenia typu „naj” są niebezpieczne. Dlatego biję się w pierś i myślę, że mogłem to inaczej ująć – „jeden z największych kompleksów świątynnych”.
Autor sugeruje dalej, że przy opisie wyposażenia grobowca Tutanchamona prezentowanego w Muzeum Egipskim wymieniam tylko złotą maskę. Nie jest to prawda. Zasugerowałam zapoznanie się z kaplicami, sztyletami czy przedmiotami codziennego użytku wykonanymi z drewna.
Zdziwił mnie komentarz na temat krótkiego opisu fortu Qajtbeja w Aleksandrii. I zaciekawia – czy autor wie coś o tej budowli więcej? W ramce przecież napisałem, że zbudowano go na gruzach latarni z Faros. I to jest chyba najbardziej interesujące. Jeśli chodzi o Aleksandrię – to fakt – nie opisałem pałacu w Montaza, będącego miejscem, gdzie Faruk złożył abdykację w 1952 roku. Kolejny zarzut – polecam zamknięte muzea w Aleksandrii. I tak i nie. Dwa z nich poleciłem, chociaż zaznaczyłem, że są nieczynne, bo sytuacja szybko lubi się zmieniać. I kto wie, czy w najbliższych miesiącach nie zostaną otwarte. Zresztą poświęciłem im i tak mało miejsca.
Odnośnie Asuanu autor sugeruje, że uważam suk za nieatrakcyjny. Nie jest to prawda – piszę dokładnie to co Pan Rudziński w recenzji – (str. 263) „Najlepiej uciec w boczne uliczki, gdzie przeniósł się handel dla asuańczyków.”
Pan Rudziński nie podziela mojego entuzjazmu odnoście dostępu do internetu. Trochę mnie to dziwi. W każdym razie w poszukiwaniach kawiarni internetowych odradzałbym jako środek lokomocji bryczkę (w Luksorze). Przy spokojnym spacerku trudno jest je przegapić. Natomiast w przypadku posiadania netbooka sytuacja jest świetna – czy to wifi w restauracji albo internet mobilny Vodafone lub Mobinil działa naprawdę bardzo sprawnie niemal wszędzie.
Do pomniejszych uwag nie będę się odnosił. Są to dość subiektywne uwagi, więc trudno z nimi polemizować. Najcenniejsze dla mnie jest podsumowanie: „(…) jest to przewodnik dobry, zawierający mnóstwo potrzebnych i pożytecznych informacji oraz wart polecenia.” Dziękuję za taką opinię i za wszelkie uwagi, które z pewnością przydadzą się przy (ewentualnej) kolejnej edycji.
Szymon Zdziebłowski
Z opisem odautorskim przewodnika można zapoznać się tutaj: LINK











