Napisz do nas!

redakcja@archeologiaegiptu.pl

Nasi Partnerzy

Jadwiga Lipińska

25 X 2009

Zmarłą niedawno (4 X 2009) Prof. Jadwigę Lipińską wspomina dr Andrzej Ćwiek

Jadwiga Lipińska (1932-2009)

Wszyscy, z którymi rozmawiałem po Jej śmierci mieli dokładnie tę samą refleksję: „skończyła się pewna epoka…” I wszyscy mogli wygłaszać to zdanie bez obawy popadnięcia w banał czy przesadę. Profesor Jadwiga Lipińska była człowiekiem wielkiego formatu. Staroegipskiego, chciałoby się rzec. Kiedy Kazimierz Michałowski, „ojciec założyciel” polskiej archeologii śródziemnomorskiej dzielił między swych uczniów swoje królestwa – obszary i kultury, Ona wzięła faraoński Egipt. I przez pół wieku była niekwestionowanym faraonem polskiej egiptologii. Kobietą-faraonem, jak królowa Hatszepsut. Choć sama Lipińska wolałaby zapewne, żeby porównać ją do siostrzeńca Hatszepsut,  Totmesa III, jej ukochanego władcy, któremu poświęciła znaczną część swojego zawodowego życia. Zaczęło się to w 1961 roku, kiedy odkryto jego świątynię w Deir el-Bahari, zasypaną trzy tysiące lat wcześniej, której istnienia nikt się nie domyślał. Kilka innych osób przypisuje sobie zasługę odkrycia świątyni Totmesa, nie ulega jednak wątpliwości, że to Lipińska byłą tą, która ją odkopała i badała przez następne dziesiątki lat, wydając tomy dotyczące architektury i rzeźby. Publikacja dekoracji reliefowej, zachowanej w postaci tysięcy wapiennych i piaskowcowych fragmentów, mozolnie składanych i analizowanych przez lata, pozostanie zadaniem Jej uczniów.

Kierowała misją w Egipcie w czasach, kiedy nie było to łatwe dla kobiety. I robiła to tak, że do dzisiaj różni starzy ghafirzy, robotnicy czy taksówkarze w Gurna wspominają z szacunkiem Madame Goda (zarabizowana wersja imienia Jagoda, którego używała).

Moim pierwszym skojarzeniem gdy wspominam jej osobę jest kamień. Nie tylko dlatego, że napisała (wspólnie z Wiesławem Kozińskim) „Cywilizację miedzi i kamienia” i zawsze podkreślała rolę kamienia w egipskiej architekturze i sztuce. I nie tylko dlatego, że zawsze była chętna do dyskusji o egipskich kamieniach. W kawiarni Muzeum Narodowego toczyliśmy długie dyskusje o tym jak układano bloki okładziny piramid, albo jaka terminologia jest właściwa („Panie, to jakiś nowomodny wynalazek. Prędzej zdechnę, niż będę mówić trawertyn! Żaden trawertyn, tylko egipski alabaster albo kalcyt”).

Również dlatego, że sama Lipińska była jak skała. Twarda dla wrogów, kolegów, współpracowników i studentów; była wymagająca, ale wymagała również od siebie.

Była postacią nietuzinkową i niezależnie od tego, czy ktoś mówił o niej Jagoda, Szefowa, Pani Profesor, czy po prostu Lipińska, mówił to z szacunkiem.

Ooo, charakter miała twardy – pamiętam studentów, którzy mdleli ze strachu przed wejściem do jej gabinetu. Potrafiła warcząc: „Panie, to jest g…!” wyrzucić niedoszłą pracę magisterską przez okno. Nie tolerowała głupoty i rozmemłania (o co doprawdy trudno mieć pretensję), ale zazwyczaj była sprawiedliwa i – co niezwykle rzadkie u profesorów –  umiała przyznać się do błędu. A przy tym była niezwykle rzetelna, potrafiła sprawdzić wszystkie przypisy, by wykryć, czy magistrant albo doktorant poszedł na skróty…

I nic dziwnego, że wychowała grono znakomitych uczniów. Ci, którzy odcierpieli swoje na jej seminariach, gdzie wydawała swoje faraońskie wyroki, wypuszczając wprzódy na delikwentów swoje „psy myśliwskie” w postaci ich starszych kolegów, byli już zahartowani i gotowi na wszystko.

Lipińska była bohaterką niezliczonych anegdot.

Gdy  kilkanaście lat temu antyszambrowała w sekretariacie ówczesnego szefa egipskiej Służby Starożytności Ali Hassana (który bojąc się jej, udawał, że go nie ma albo wymykał się ze swojego gabinetu bocznym wyjściem), na nerwowe zapewnienia sekretarki, że musi jeszcze trochę poczekać, Lipińska wskazując na gigantycznego karalucha leżącego z łapkami do góry na środku posadzki powiedziała: „On nie doczekał!”.

Niektóre z anegdot („Ja tu znam każdy kamień”) nadają się tylko do opowiadania w gronie wtajemniczonych, gdzieś w Tebach Zachodnich podczas „romantic walk” przy świetle księżyca i ze szklaneczką whisky w ręku…

Łapię moich studentów na tym, że „mówią Lipińską”. Przepisali sobie coś z  Jej „Historii architektury starożytnego Egiptu”, albo „Sztuki starożytnego Egiptu” i recytują to słowo w słowo, udając, że to ich są te mądrości. Wszyscy zresztą „mówimy Lipińską”.

Pracując w Egipcie nad reliefami świątynnymi używamy jej „kamuciów” („Najwięcej robiłam w kamuciach” – tak mówiła o składaniu fragmentów z przedstawieniami Amona-Kamutefa) czy „półpeci” (o symbolach, będących połówkami znaków nieba – pet), by przytoczyć tylko te cenzuralne…

Ale i szersze grono specjalistów i fanów starożytnego Egiptu używa –  niekiedy nieświadomie – jej słów. Wprowadziła bowiem w swoich książkach standardy interpretacyjne i terminologiczne, od których nie uciekniemy, nawet gdybyśmy chcieli. Ja sam, dzień po jej śmierci, nie wiedząc jeszcze o niej, na wykładzie o egipskiej sztuce zastanawiałem się jak oddać po angielsku jej cudowne sformułowanie o „głupkowato-zadowolonym” wyrazie twarzy królów VI dynastii.

Więc będzie żyła nie tylko w anegdocie. Bo pozostaną wspaniałe książki Jadwigi Lipińskiej, te monumentalne, które napisała sama, i te, których była współautorem („Mitologia starożytnego Egiptu”, „Cywilizacja miedzi i kamienia”) czy redaktorem („Tajemnice papirusów”), ale także takie miniaturowe perełki jak „500 zagadek o starożytnym Egipcie”. Lektury obowiązkowe dla każdego, kto chce poznać i zrozumieć staroegipską kulturę.

Gdy po Jej pogrzebie piliśmy z Jagą, Joanną i Leszkiem piwo „za zdrowie nieboszczki” (Egipcjanin powiedziałby „dla jej ka”), przypomnieliśmy sobie to właśnie:

„Nie zbudowali sobie piramid z brązu ani pomników z żelaza. Nie zostawili dziedziców – dzieci, które by przy życiu utrzymywały ich imiona, lecz uczynili dziedzicami księgi i nauki, które stworzyli… Księga bowiem więcej daje pożytku niż pomnik nagrobny, niż trwały grobowiec, a oni pobudowali sobie grobowce i piramidy w sercach tych, którzy wspominają ich imiona, a imię powtarzane przez usta ludzkie przynosi zmarłemu pożytek w Państwie Umarłych.”

(Pieśń Harfiarza, tłum. Tadeusz Andrzejewski)

Andrzej Ćwiek

Informacja biograficzna: Serwis PAP Nauka w Polsce

Pełna bibliografia Pani Profesor: LINK <<<

Podziel się:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip

REKLAMA

Polecamy wyjątkowy film o Egipcie!