18.07.2010
Utarł się już pogląd na prehistoryczną sztukę naskalną, iż mamy tutaj do czynienia z rytami czy malunkami, które powstały podczas tańców ekstatycznych lub innych szamańskich, tajemniczych rytuałów. Znaki i przedstawienia same w sobie miały również być Najświętszym ze Świętych dla ich twórców. A może z nas zakpiono?
O dawnych dziejach człowieka krążą różne wyobrażenia, ale kilka spraw często umyka. Jedna to chociażby rola kobiety w społecznościach przodków. Zakłada się, że kobiety były pasywne, ślęczały przy garach przy ognisku i ewentualnie jeszcze pokroiły od czasu do czasu jakiegoś mamuta przyniesionego przez aktywnego i wspaniałego mężczyznę. On łowca, ona – kura domowa, albo jeszcze w tamtych czasach – szałasowa. Nie mam pojęcia skąd takie wizje, ale są one bardzo popularne.
Inna frapująca rzecz, która zdaje się umykać z możliwości percepcji uczonych to pojęcie i interpretacja sztuki naskalnej, zwłaszcza tej ze słynnych paleolitycznych jaskiń z terenów obecnej Francji czy Hiszpanii. Jak grota to ciemność, jak ciemność to rytuał, jak rytuał to szaman, jak szamana to taniec ekstatyczny – i co z tej układanki mamy – sztukę powstałą w tajemniczych okolicznościach! Wszak całe te pradzieje to taka tajemnica, często używa się do ich określenia słowa “mroki”. Do takiej wizji szalenie pasuje obraz kapłana odzianego w skórę jelenia z porożem zainstalowanym na głowie. No i mamy odtworzoną przeszłość. Jakie to proste!
Więc tak. W pradziejach jak już coś robili to robili to mężczyźni, poza tym że polowali to byli jeszcze kapłanami i coś tam malowali tajemniczego w grotach przy akompaniamencie tajemniczych (a jakże!) dźwięków. Nasi przodkowie nie mieli czegoś takiego jak poczucie humoru (nie mogli mieć, wszak pochodzą z tej dawnej, tajemniczej strefy, pełnej patosu i powagi). Czy tak?
W nieco zapomnianej książce zatytułowanej “Śmiech na służbie” (Iskry, Warszawa 1987) Krzysztof Kowalski porusza temat sztuki naskalnej. Zauważa, że może być ona również: formą satyryczną, a konkretnie karykaturą (“takie przedstawienie modela, nawet fantastyczne lub groteskowe, w którym jego rysy i cechy charakterystyczne są przesadzone i zaakcentowane w sposób komiczny, zachowując przy tym podobieństwo przedstawionej postaci” ; H. Górska, E. Lipiński, Z dziejów karykatury polskiej, Warszawa 1977, podaję za Krzysztofem Kowalskim, który sam cytuje w swej książce ten ustęp).
I z danych które posiadamy nie możemy wykluczyć tej możliwości.
Podsumowując. Przy interpretacji sztuki naskalnej możemy wybrać: Świętość i Sacrum lub Kpinę i Profanum. Od koloru do wyboru! Warto być archeologiem!
Szymon Zdziebłowski











